Okres przejściowy w Tatrach nie należy do ulubionych – śniegu jest za mało by uprawiać turystykę zimową, a za dużo by iść w góry jak latem. Jak wędrować bezpiecznie?

Przede wszystkim – uspokoić swe górskie żądze! Nadszedł najgorszy czas dla wędrowców – kiepska pogoda i jeszcze gorsze warunki pod butem.

Dlaczego jest tak źle?

Śniegu jest mało (10-50cm), ale potrafi ukryć on już niektóre szczeliny między głazami. Łatwo o wpadnięcie jedną nogą do takiej dziury i złamanie kończyny.

Verglas (lodowa polewka) na szlaku do Doliny Pięciu Stawów Polskich

Przy tak cienkiej warstwie białego – wystają z niego głazy i kamienie, co bardzo utrudnia wędrowanie w rakach. Gdy śnieg jest świeży lub mokry wędrujemy często bez podkucia, ale zaśnieżony but stający na skałę jest bardzo śliski.

Gdy śnieg się roztapia, jest mokry, przepadający, nasza noga wpada aż po dno – w Tatrach skalno-kamieniste. Przy takim zetknięciu buta bez raka – bardzo łatwo o poślizgnięcie.

W mokrym śniegu wybijamy stopnie, ale przy tak małej jego ilości jest to czasem niemożliwe i uderzamy piętą w skałę wywijając orła. Jeśli założymy raki – jest też możliwość skręcenia nogi na skale, gdy nie ma w co wbić zębów.

Podczas okresu wytopień śnieg najdłużej pozostaje w miejscach zacienionych, żlebach, zagłębieniach. Występuje tzw. płatami i jest mocno twardy/zlodowaciały. Raz jest – raz go nie ma. Turysta często jest zwyczajnie zmęczony i zniechęcony ciągłym zakładaniem i ściąganiem raków i postanawia „a jakoś przejdę w samych butach”.

Gdy w dzień jest ciepło, w nocy przymrozek (a tak jest przez większość jesieni) – śnieg twardnieje, tworząc zmrożoną, zbitą warstwę, czasem nawet lód. W rakach pokonuje się ją wspaniale, ale bez sprzętu – przejście bez upadku jest niemal niemożliwe.

Przymrozki potrafią nagle zamrozić opad deszczu, mgły (szadź), resztki roztapiającego się śniegu lub potoczki płynące przez szlaki, tworzy się lodowa polewka na wszystkim, zwana verglasem. Czasem ten lód jest wręcz niewidoczny. Mamy wtedy zjawisko szklanych gór. Zdarza się często, że warstwa lodu jest bardzo cienka, pęka, tłucze się i osuwa pod naciskiem człowieka, dając jeszcze mniej stabilności.

Gdy spada dużo śniegu – pojawia się lub wzrasta zagrożenie lawinowe, trzeba również torować, zakładać ślad i trzeba to robić już z głową (wiedza lawinowa!).

Jesienią zdarzają się zadymki i mgły –  gdy wszystko jest białe można łatwo zgubić swoją marszrutę.

Dzień jest krótki – na początku listopada wschód słońca mamy o 6:30, zachód o 16:15. Czyli ok 10h dnia. Porównując do czerwcowych niemal 17h jest to mało.

Jesień to czas halnego i ujemnych temperatur. A także opadów deszczu, śniegu, przymrozków, roztopów, ale również i burz.

W górach jest znacznie mniej turystów. Nie można już liczyć na to, że na pewno ktoś też będzie tam szedł gdzie my.

Schroniska i koleje przechodzą przeglądy, remonty, możemy się niemiło zaskoczyć, że nie kupimy herbaty ani czasami nie wejdziemy nawet do środka by się zagrzać.

Jakie błędy popełniają turyści w takich warunkach?

Podstawowym błędem jest brak odpowiedniego przygotowania sprzętowego, adekwatnego do panujących warunków. Gdy w Zakopanem świeci słońce, jest sucho, ludzie wyruszają na wyprawy zakładając, że wysoko w górach będzie tak samo. Bez odpowiednio: raczków, raków, czekana, lawinowego abc, kasku, kijów trekkingowych, ciepłych ubrań (również czapki, rękawiczek), okularów przeciwsłonecznych (na śniegu można nabawić się śnieżnej ślepoty, a na pewno podrażnić oczy), czołówki, gpsa lub powerbanku, apteczki. Też liny ze sprzętem wspinaczkowym (szpejem) do asekuracji na najtrudniejszych szlakach.

Bywa i tak, że turyści posiadają sprzęt, ale nieadekwatny do warunków. Przykładem są raczki zamiast raków i czekana, kije bez talerzyków, czołówka z rozładowanymi bateriami, powerbank bez kabelka.

Niestety nierzadko się zdarza, że turyści są wyszpejeni (wyposażeni w dużą ilość dobrego sprzętu), ale nie potrafią go użyć. Np. posiadanie liny bez szpeju wspinaczkowego (taśm, karabinków, kości, itp.), uprzęży. O ile bez uprzęży się da, o tyle bez szpeju asekuracja jest niemożliwa, a sama krótka lina się nie sprawdzi w takich warunkach, należy zakładać punkty przelotowe. To przypadek z Hali Gąsienicowej miesiąc temu. Innym przykładem jest posiadanie czekana bez umiejętności hamowania nim lub raków i nieumiejętne ich zakładanie, co sprzyja potknięciom.

Niefortunne bywa złapanie dłonią za zalodzoną skałę, lub postawienie buta na lodzie. Często ta warstwa lodowej polewki jest tak cienka, że wręcz niewidoczna.

Zmęczenie też przyczynia się mocno do popełniania błędów. Gdy turyście zaczyna być spieszno, ma już dość tej swojej wycieczki, zaczyna pomijać podstawowe zasady bezpieczeństwa byle przyspieszyć powrót do domu. Np. na płacie zmrożonego śniegu nie zakłada raczków, bo stwierdza, że da radę bez, a zakładając je zmarnuje kupę czasu tylko dla 2m śniegu. I nieszczęście gotowe. Inny przykład: „po co dźwigać 4h kask, jak tam jest dosłownie 20m pod stromą ścianą.”

Morskie Oko, brak odpowiedniego sprzętu, idealnie sprawdziłyby się tu raczki.

Klasycznym błędem prowadzącym często do wypadków jest zahaczenie rakiem o spodnie, stuptuta, taśmę lub wystającą skałkę i w konsekwencji upadek. Następnie hamowanie czekanem na ogromny wpływ na dalszy „rozwój” potknięcia, oczywiście pod warunkiem, że ma się na czym hamować, a nie leci w przepaść. To nie jest też tak, że osoby doświadczone są zupełnie wolne od tego błędu. Wystarczy się zagadać, za wąsko stanąć i wywrotka gotowa. W okresie przejściowym niestety śniegu jest na tyle mało, że z płata można zaraz wylecieć w skały i koszmarnie się poturbować w nich. Gdy śnieg jest miękki, czekan będzie go pruł i niewiele pomoże.

Brak znajomości terenu i trasy, nieposiadanie kompasu czy gpsa, powoduje zagubienia, wybranie złej grani do zejścia, a w konsekwencji upadki z wysokości w trudnym terenie (np. ostatni wypadek na Czerwonych Wierchach). Dzieje się tak, gdy jest mgła oraz podłoże jest białe, ślady zawiane lub niezałożone.

Turyści wędrujący jesienią nie zawsze przywiązują wagę do lawin. Niby jeszcze jest jesień, ale jednak lawiny już nam zagrażają.

Nieuwaga, zagapienie się, zamyślenie, zapatrzenie w telefon, problematyczne wymijanie się, błahy błąd to też częste przyczyny wypadków w górach. A czasem zwyczajny pech – np. pęknięcie skały, raka.

Nieprzewidywanie konsekwencji swoich nieodpowiedzialnych zachowań też przykłada się do statystyk – strącenie kamienia, zgubienie termosu z bocznej kieszonki plecaka, zjazd na pupie/jabłuszku na stromym zboczu bez możliwości bezpiecznego hamowania. Tu cierpią niestety też inni turyści.

Gubi niektórych brawura, brak bojaźni. „Ja nie pójdę? To jakieś łamagi straszne musiały być co tam spadły”.

Niewielu turystów potrafi zwyczajnie odpuszczać, gdy warunki są niefajne, bo:

  • nareszcie ładna pogoda;
  • zapłacone zaliczki za noclegi, kupione bilety na pociąg;
  • wzięty urlop;
  • załatwiona opieka do dzieci;
  • wycieczka w jakimś wyższym celu (np. zbiórka na chorą osobę);
  • brak asertywności gdy mniej doświadczony kolega nalega i manipuluje „słabo by było nie wejść”;
  • post na facebooku z Morskiego Oka, że osoba idzie zdobyć Rysy, które wskazuje palcem;
  • praca naukowa lub reklamowa;
  • rywalizacja chęć porównania się z kimś innym, pobicia jego czasu, trudności wejścia;
  • uczczenie rocznicy, święta (śmierci kolegi, Nowego Roku, własnych urodzin itp);
  • chęć pochwalenia się nowym sprzętem, odzieżą;
  • próba udowodnienia czegoś sobie/innym, zaimponowania komuś;
  • i wiele innych.

Czy te argumenty są jakkolwiek mocne? Wg mnie wcale.

Niektórzy turyści zapominają o istnieniu pór dnia – a szczególnie negują zapadanie nocy. Czy można być nieświadomym, że o 15:30 w grudniu zachodzi słońce i robi się ciemno? Jak pokazują historie znad Morskiego Oka – można. Ludzie ci myśleli, że droga nocą jest oświetlona i konie zwiozą wszystkich nawet o 20-ej. A tu niespodzianka – wozy nie jeżdżą po zmroku. Za to pojechała policja oświetlając radiowozem drogę wszystkim zapominającym o upływającym czasie turystom. To wydarzenie pachnie nieco komizmem i nie stanowi zagrożenia dla życia, jednak zdarza się i wyżej w Tatrach, że noc nie zastaje jak większość, a „zaskakuje” niektórych turystów o 16-ej, a ci nie mają czołówek. Myślą, że poświecą sobie komórką, a ta złośliwie pada na mrozie po 1 minucie.

Wędrowanie solo, bez towarzystwa, brak informacji dokąd się turysta udaje na wycieczkę też jest złym pomysłem.

Dość osobliwym przypadkiem jest wędrowanie po zbyt cienkim lodzie tatrzańskich stawów. W zeszłym roku jedna osoba się skąpała w Morskim Oku z tego powodu.

Jako ostatni wymienię alkohol i jego nadmierne spożycie. Historię o ewakuacji śmigłowcem pijanego turysty np. z Zawratu na pewno wszyscy znają.

Zalodzony szlak na Śnieżkę i nieprzygotowani turyści. Tu wystarczą raczki.

Co możemy zrobić by podnieść bezpieczeństwo wyjść górskich?

Zabierajmy adekwatny sprzęt do warunków. Jeśli nie znamy się na tym – skorzystajmy z bogatej oferty szkoleń zimowych.

Bezwzględnie używajmy raczków (na prostych szlakach)/raków (na bardziej wymagających) gdy jest lód.

Gdy idziemy po śniegu i wchodzimy na wytopione skały – otrzepujmy od razu buty.

Używajmy kijów trekkingowych z założonymi talerzykami (bez nich kij wpada do dna). Pomagają utrzymać równowagę, szczególnie na miękkim śniegu.

Nie niszczmy stopni zjeżdżając na tyłku – one są potrzebne wchodzącym! Tor jazy róbmy obok stopni. Tyczy się to też śladu skiturowego czy biegówkowego w innych górach.

Skupiajmy się na tym co robimy. Podczas marszu nie piszmy wiadomości, nie róbmy zdjęć, nie pijmy/jedzmy, idźmy solidnie i pewnie.

Kontrolujmy czas, naszą kondycję na śniegu (może idziemy znacznie wolniej niż latem?) i bądźmy świadomi o której robi się ciemno (oraz zimno).

Liczmy tylko na siebie. W Tatry przyjeżdża się wędrować, uprawiać hiking, trekking, wspinaczkę, narciarstwo. Nie jazdę furką. Zostawiamy konne wozy dla osób naprawdę ich potrzebujących – inwalidów, osób starszych czy chorych lub z jakiegokolwiek innego powodu nie mogących pokonać pieszo tego dystansu.

Nie wchodźmy na cienki lód. TPN, TOPR czy Aktualne Warunki na podstawie pomiarów grubości lodu zwykle wydają w końcu komunikat, że można już bezpiecznie wędrować przez stawy. Jest to wręcz wskazane zimą pod kątem lawinowym.

Jeśli zabieramy sprzęt, którego nie potrafimy użyć – nie idźmy w ogóle. Robimy też przed wycieczką przegląd stanu baterii czołówki, apteczki. Zapisujemy numery alarmowe, będąc w szoku można ich zapomnieć.

Zawsze wędrujemy z towarzystwem, a gdy absolutnie jest to niemożliwe – powiadamiamy rodzinę, przyjaciela, gaździnę z pensjonatu gdzie idziemy i o której planujemy wrócić.

Gdy nie podoba się nam z jakiegokolwiek powodu nasze towarzystwo – wracamy do domu/schroniska. Chodzi o to, by czuć się z kompanami wyprawy komfortowo. Gdy jedna osoba się boi i potrzebuje wsparcia – reszta z nią zawraca. To element kodeksu honorowego górskich wędrowców. Oczywiście często ta osoba może sama wrócić po łatwiejszej części szlaku i na to się godzi – wtedy reszta może kontynuować. Ale jeśli jest przerażona, należy z nią zawrócić i zapewnić komfort psychiczny.

Gdy podczas wycieczki cokolwiek nas niepokoi – zawróćmy. Te góry będą czekać jeszcze milion lat na nas. Tatry to nie Himalaje, da się przyjechać w kolejny weekend nawet ze Szczecina. Raz nas wpuszczają, a kiedy indziej zupełnie nie, bo są humorzaste. I to dzięki temu, że nie zawsze je możemy zdobywać, tak za nimi tęsknimy i jeszcze chętniej wracamy.

Jeśli warunki są kiepskie a my już jesteśmy na miejscu – sprawdźmy ofertę term, barów, restauracji, kin, teatru czy muzeum. Można też iść na zakupy – w Zakopanem mamy naprawdę fajne sklepy górskie! Dobrym pomysłem jest też wnikliwe zwiedzanie tatrzańskich dolin, przez które zwykle przebiegamy idąc wyżej. A mają sporo do zaoferowania.

Jest wiele miejsc, które można bezpiecznie odwiedzić w Tatrach w okresie przejściowym. Wybierajmy szlaki wytopione, lub łagodne, z których nie da się spaść. Sprawdzajmy przed wyjściem, czy schroniska na naszej trasie są otwarte.

I pamiętajmy:

Największą umiejętnością górską jest odpuszczanie.

Możesz wspierać regularnie moją pracę na Patronite!

 

Lub jednorazowo przez darowiznę na Zrzutka.pl!

Dziękuję!